O szoku w Biedzie, czyli przymusowej rozkoszy podniebienia.

0
506

Dni temu kilka, gdy sierpniowy żar z nieba rozpalał umysły i topił asfalt, postanowiłem odwiedzić znajomych w ich wiejskim siedlisku agroturystycznym na Warmii. Miejsce przeurocze. Jak okiem sięgnąć pola i lasy. Spokój i cisza. Piękne to miejsce, w którym żurawie budzą nas ze snu.

Ponieważ pomysł wyjazdu narodził się dość spontanicznie, gdzieś, mniej więcej w połowie drogi, uprzytomniłem sobie, że trzeba kupić wino.
I tutaj sprawa się komplikowała. W związku z tym, że drogę znałem dość dobrze, wiedziałem że jedynym miejscem, w którym istnieje prawdopodobieństwo zakupu wina, jest miasteczko Pieniężno. Dojechawszy, obskoczyłem wszystkie trzy sklepy monopolowe w miasteczku, jednakże bezskutecznie. Wybór pomiędzy Carlo Rossi a słodką Kadarką to, prawdę powiedziawszy, żaden wybór. W jednym ze sklepów sprzedawczyni, widząc moją dezaprobatę wymieszaną z rozpaczą na twarzy, zaproponowała zakup ostatniej butelki „francuskiego bordo” za 29zł. Podobno wyborne. Nie czekawszy na moją reakcję, wyjęła spod lady butelkę, a w niej … intensywnie brudnożółta ciecz, która w niczym nie przypominała młodego, słomkowego bordeaux. Uprzejmie podziękowawszy wyszedłem zupełnie zrezygnowany. Czyżbym miał cierpieć katusze przez najbliższych dni kilka, zupełnie odcięty od wina, kotłowało mi się w myślach.
Wsiadłem do samochodu. Ledwiem ruszył, oczom moim ukazała się Bieda (Biedronka). Zdesperowany, zajechałem pod sklep. A w nim… jakież było moje zdziwienie! Półki uginające się pod ciężarem bogatej oferty win, będzie ze 40 pozycji. Zapoznawszy się z ofertą, zdecydowałem, że najbezpieczniej będzie kupić Prosecco. Niestety, wprawdzie w ofercie były dwa rodzaje, jednakże żadnego na stanie. Ok, pomyślałem, Cava jest równie dobrym rozwiązaniem. Okazało się, że i tym razem posiadali wino w ofercie, niestety półki świeciły pustkami. Miłe zaskoczenie. Okazuje się, że jest coraz lepiej ze świadomością ludzi. Wina musujące typu Igristoje spokojnie stały na półkach nietknięte przez nikogo, tymczasem jakościowych win brak. Wspaniale!!!  Tymczasem jednak stoję przed niezłym dylematem. Co wybrać?! Przeszukałem półki raz jeszcze. O proszę, mają Vinho Verde. Wspaniale, na upał jak znalazł! Długo się nie namyślając, złapałem kilka butelek. Uratowany!!!. Biedronka kagankiem oświaty, niebywałe. Dziwne to czasy, gdy w Biedzie łatwiej o wino jakościowe, aniżeli dobre piwo (typu Żywe, w stałej ofercie).  Takie czasy. Do meritum kolego, do meritum. Wieczorem nastał czas degustacji. Byłem pełen obaw. Vinho Verde jest tanim produktem (w Portugalii kupiłem butelkę za 1 Euro), w Biedzie 14,99zł. Jakie było moje zdziwienie, gdym uraczył się winem. Świeże, delikatnie perliste, wytrawne, aromatyczne, słowem klasyka gatunku. Dobrze zbudowane, z cytrynową nutką w tle. Próżno doszukiwać się długiego finiszu, niemniej nie o to przecież chodzi w zielonym winie. Gratuluję importerowi umiejętnego doboru, co w przypadku tanich pozycji nie jest łatwe. 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ