Rioja, wyprawa w mniej więcej znane.

Autor: Marcin Słaby

Decydując się na winiarski wyjazd czy to na zaproszenie, czy z własnej inicjatywy, dni poprzedzające spędzam na gromadzeniu wiedzy o regionie, winiarzach i etykietach dostępnych w Polsce. Tym razem jednak postanowiłem podejść do tematu niekonwencjonalnie. Oczywiście mając w głowie bagaż wiedzy zgromadzonej przez lata, nie sposób nie posiadać własnego spojrzenia na temat winiarstwa hiszpańskiego, w szczególności Rioji. Tym razem zarzuciłem lekturę rodzimych autorów wychwalających wniebogłosy lidlowskie i biedrońskie (nie mylić z Biedroniem, którego szanuję i podziwiam) portfolio (użyłem słowa portfolio celem rozsierdzenia bliskich mi znajomych; słowo zniszczone przez korporacje), pozostałem głuchy na importerskie pianie peanów nad własnym winem (który importer nie ma najlepszych win?). Postanowiłem czerpać wiedzę od autochtonów. I tak, z lekkim bagażem podręcznym, w którym, obok nieświadomości i naiwności, wciśnięty był laptop i szczoteczka do zębów, wyruszyłem w mniej więcej znane.

Historia winiarskiego regionu Rioja sięga czasów rzymskich, kiedy to na potrzeby legionów zaczęto produkować wino. Przez stulecia region przeżywał upadki i wzloty, naśladował francuskie metody produkcji wina (Murrieta), by na jakiś czas stać się mekką winiarzy bordoskich (Filoksera).

Rioja dzieli się na trzy podregiony: Rioja Alavesa, Rioja Alta, Rioja Baja. Wszystkie usytuowane wzdłuż rzeki Ebro. Generalizując, najlepsze wina pochodzą z Rioja Alta, następnie Alavesa (trójkąt Haro, Laguardia, Logrono), relatywnie najtańsze ale i najmniej ciekawe wina wychodzą spod rąk winiarzy z Baja.

Już w samolocie poznałem Miguela, Hiszpana z Bilbao, choreografa w teatrze tańca. Po kilku kieliszkach podłego niemieckiego marketowego rieslinga (co innego mogliby podawać w samolocie linii Lufthansa? Ciekawe, czy Lot serwuje polskie wina?) wylewności nie było końca. Wyjawiwszy cel podróży, czyli poszukiwanie genialnych win od małych producentów, Miguel zasugerował aby udać się wprost do małego miasteczka San Vicente de la Sonsierra, zapominając o Haro i Logrono. Tak też uczyniliśmy.

 Blisko tysięczne miasteczko pamięta czasy, kiedy to rzymianie zakładali winnice na pobliskich wzgórzach. Nad miasteczkiem góruje XII wieczna forteca wybudowana przez Ferranta Moro, zarządcę Sancho el Sabio of Navarra. W tamtych czasach była to największa twierdza Nawarry.

San Vicente de la Sonsierra znane jest również za sprawą tzw. picaos, biczowników, którzy co roku w Wielki Czwartek i Wielki Piątek biczują swoje plecy przechadzając się uliczkami miasta. Celem biczowania jest upuszczenie złej krwi.

Miasteczko okazało się dla nas znakomitą bazą wypadową. Bardzo szybko doszliśmy do wniosku, że najlepsze winnice znajdują się w promieniu 10 km od miasteczka. Miguel miał rację. W hotelu serwowano wino z San Vicente de la Sonsierra, podobnie w restauracjach. Na próżno szukać win z wielkich Bodeg (Muga, La Rioja Alta, Vina Tondonia, Solaguen itp) w lokalnych restauracjach. To są wina dla turystów usłyszeliśmy. Zaczęliśmy poruszać się po winnicach, których wina spotkać można w małych, lokalnych barach. Strzał w 10. Małe bodegi, fantastyczna jakość do ceny. Podczas wizyty w jednej z winnic w regionie Ribera del Duero poprosiłem winiarza o wskazanie miejsca w Hiszpanii, w którym produkuje się najlepsze wina. Bez zastanawiania się podał San Vicente de la Sonsierra. 

Niestety jakość rocznika 2017 może ulec drastycznej zmianie. Kwietniowe i majowe przymrozki zniszczyły winnice na masową skalę. W bodega Abel Mendoza przetrwało nieco ponad 20% winorośli. 

Abel Mendoza jest swego rodzaju outsiderem w regionie. Nie podąża ścieżką apelacji DOC Rioja. Nie przestrzega wytycznych apelacji, w związku z tym nie może umieszczać na etykietach informacji typu crianza, reserva, gran reserva, nazwy regionu pochodzenia Rioja Alta, zaś wina nie mogą być sygnowane unikalnym znakiem Rioja. Abel Mendoza butelkuje „gdy wino jest gotowe”. Gdybym miał opisać winnicę dwoma słowami, powiedziałbym: modernistycznie rustykalna.

Przeciwieństwem Mendozy jest Bodega Classica. Nowoczesne etykiety, niska cena, średnia jakość, agresywny marketing. Forma spółdzielni, skupiająca również winiarzy z sąsiednich regionów: Rueda, Ribera del Duero.

 Odwiedziliśmy kilkadziesiąt winnic w regionach Ribera del Duero i Rioja. Degustowaliśmy setki win od tinto joven do Reserva 2003. Zweryfikowałem swoje poglądy odnośnie kilku ważnych kwestii: można produkować ekologiczne, biodynamiczne i wegańskie wina doskonałej jakości za rozsądną cenę. Różnica między Rioją a Riberą jest mnie więcej taka, jak między Bordeaux a Bergerac. Rioja działa w ramach swej apelacji (aczkolwiek podlega ona przekształceniom: semicrianza i renesans temranillo blanco są oczywistym tego przykładem), podczas gdy Ribera del Duero wciąż poszukuje swej tożsamości (w moim odczuciu wina z Ribery są bardzo podobne w stylu do win z Cahors, Bergerac). Podczas rozmowy z Angelem Rubio Garcia, właścicielem Torres de Anguix z regionu Ribera del Duero, dowiedziałem się, iż w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat region ten przejdzie metamorfozę. Istnieje tendencja do stworzenia systemu podobnego do Grand Cru. Tak więc będą winnice pierwszej klasy, drugiej i trzeciej. Być może słuszny kierunek.

Więcej o hiszpańskich winach już niebawem.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.